14 paź 2015

04. Rodzinny amok

Wernm rozsiadł się w fotelu próbując zgrywać spokojnego. W rzeczywistości w jego głowie trwała prawdziwa walka z rozsądkiem. Nigdy by się nie spodziewał tego, co wydarzyło się parę minut temu. Ulleyele obserwowała jak żyłka na jego czole się powiększa. Rozsiadła się na parapecie wzdychając głośno co jakiś czas. Zamierzała przypomnieć bratu, że dalej istnieje. Ten jednak wydawał się obojętny.
- Wernm, myślisz, że Larome już o nich wie? - burknęła w końcu.
W tym samym czasie Raby próbowała obudzić swoje ciało. Doskonale słyszała rozmowę rodzeństwa, a raczej monolog wzdychań ze strony Ulleyele. Choćby chciała, za nic nie potrafiła dać znaku życia. Postanowiła więc słuchać.
- Wernm.. - ponagliła go.
- Co jest? - obudził się z koszmaru przemyśleń - miejmy nadzieję, że nie. Jeśli się dowie to umrzesz, bo zabije wszystkie te dziewczyny.
- Jak to możliwe.. - westchnęła - człowiek, który dostał talent żywiołu. Ta z krótkimi włosami nazywa się Bonnie. Ma żywioł ognia.
- To ona cię tak urządziła? - powiedział wskazując na jej oparzone ramiona. Po upływie czasu zmieniły się w ciemny różowy, a nie czarny. Wyglądały nawet uroczo na jej śnieżnobiałej skórze. Jakby była opasana ognistymi łańcuchami.
- Tak - prychnęła - ona nie potrafi się kontrolować.
- Ta blondynka, ta całkiem ładna, ma żywioł wody. Zupełnie jak ty - burknął.
Ulleyele przyjrzała się bratu, gdy mówił o blondynce. Zwykle wypowiadał się o ludziach z pogardą, ale za każdym razem gdy patrzył na Shel to się uśmiechał.
- Wyraźnie ci się podoba - uśmiechnęła się - zakochałeś się, czy co?
- Nie - wstał z fotela - lubię zjadać dusze ładnych kobiet. To pierwsza taka kobieta.. a raczej nastolatka, której duszy nie mogę zjeść. To irytujące.
- Nie rozumiem dlaczego, ale prawdopodobnie przez te trzy dziewczyny nagle zrobiłeś się milszy.
- Moja głowa jest zajęta czymś innym, niż wymyślaniem chamstwa różnej maści dla wszystkiego co oddycha. Te trzy dziewczyny to żywiołaki. Jedyne co je łączy to to, że umarły w tym samym momencie. Przeżyły śmierć kliniczną, jednak..
- Co?
- Hmm.. - westchnął - powinna być jeszcze czwarta sztuka.
- Jak to czwarta?
- Zmarły w tym samym momencie. Ty jesteś aniołem stróżem jednej z nich, Hol, Demary i Oliver również brali udział w rozdaniu talentów. To ich żywiciele. Tylko no właśnie, nie ma czwartej sztuki.
- Nie ma Ariany.. - Raby wygramoliła się w końcu z korytarza próbując prześlizgnąć się na kolanach bliżej Ulleyele - jestem pewna, że ona żyje.
- A jeśli nie żyje? Jeśli nie żyje, to jedno dziecko Larome również. On to wyczuje, sprawdzi co się stało. Odkryje, że te trzy to Żywiołaki.. cholerny staruch.
- Żywiołaki? - powiedziały obie w tym samym momencie.
- Czarny Zakon kiedyś nad tym pracował.. - burknął.
- Czarny Zakon? - spytała Glasser z miną co najmniej niedorozwiniętą.
- Ledwo co toleruję głupotę mojej siostry, twojej nie zamierzam - odpowiedział siadając z impetem w oliwkowym fotelu. Założył ręce na szyję delikatnie śledząc palcami swoje wystające kości. To był sposób na odprężenie się. Zawsze fascynowały go kości różnych ras. Anielskie są zdecydowanie twardsze od ludzkich, choć te ludzkie wciąż znajdują się na podium.
Glasser wstała pierw na jedno kolano, potem na drugie. Otrzepała się z kurzu jaki zalegał na korytarzu i już zamierzała otworzyć buzię w geście odgryzienia się blondynowi, kiedy wyprzedziła ją Lily:
- Czarny Zakon* to grupa ludzi, która nie mieszka w świecie ludzkim. Żaden z nas nie wiem dlaczego postanowili żyć w naszym świecie.
- Żaden? - Prychnął - po prostu nie wszystkich o tym informują. To jasne, że chcą wybić wszystkie anioły, a w szczególności Eter. Tylko on pozostał. Hellion śpi i nie kiwnie palcem, ażeby pogrzebać te ludzkie ścierwa, tfu - splunął na i tak już brudną podłogę - śpi już od dawna, od twego urodzenia, Ulleyele.
- To prawda. Nigdy nie widziałam żadnego anioła z Hellionu. Nikt poza Larome i moim bratem nie widział.
- To znaczy, że jesteście aniołami? I dzielicie się na dwie grupy, które się nienawidzą? - spytała się nonszalancko nastolatka. 
- Wiele jest dziwnych stworzeń w naszym świecie. Wielu nie chcecie widzieć. Mój brat jest łagodną formą frajera, uwierz - burknęła Lily. Po swoim czynie musiała się spotkać z nienawistnym spojrzeniem brata.

...

Hol była drobną dziewczynką, bo jej ciało od dawna się nie rozwijało. Jej siostra - Shiraya - dobrze ją pamiętała, ona była piękną anielicą. Hol nigdy nie będzie taka jak ona. Już na zawsze pozostanie kruchą dziewczynką, była o tym przekonana.
- Ona przypomina mi Shirayę. Ma taką delikatną twarz - powiedziała. Pogładziła twarz Ariany ręką, wpatrując się w jej oblicze. Dziewczyna pozostawała uśpiona, nie wiedzieć czemu.
- Hol - Oliver pojawił się na dachu znikąd - cieszę się, że znalazłaś swojego żywiciela. Szczególnie, że potrzebujesz najwięcej energii. Jednak dlaczego ją uśpiłaś?
- Nie uśpiłam jej, taka już była, przysięgam! - warknęła na niego, przez przypadek upuszczając głowę dziewczyny na beton.
Oboje znajdowali się na dachu budynku, niezbyt wysokiego, jednak pogoda była dość wietrzna.
- Dobrze już, dobrze! - Pisnął - Pamiętaj, że ciało ludzkie jest kruche! - Westchnął gładząc dłonią włosy - Skoro jest nieprzytomna to jesteś pewna, że wykonujesz dobrze swoje obowiązki Anioła Stróża?
- Niebezpiecznie byłoby ich nie wykonywać. W końcu gdy ona umrze, ja również - powiedziała znów łapiąc twarz Ariany w dłonie - jest taka piękna.
- Nie jest piękna. Jesteś nią zauroczona, bo to twój żywiciel - westchnął znów - siostrzyczko, jesteś taka głupiutka.
- Gdy spotkasz swojego żywiciela to też powiesz, że jest piękny? Albo piękna?
- Wiesz jakie miałaś niesamowite szczęście, że tak po prostu ją tu spotkałaś? Aniołom długo zajmuje odnalezienie ich podopiecznego..
Hol wystawiła mu język z czystej nienawiści i pochyliła się nad licem dziewczyny. Dotknęła ustami jej ust, całując ją czule. Poczuła jak jej energia życiowa przechodzi przez jej ciało. Hol żywiła się swoim żywicielem najprościej w świecie.
- Oliver - burknął głos za chłopakiem.
Oliver odwrócił się i ujrzał swojego młodszego brata. Demary był umięśnionym mężczyzną o długim warkoczu w kolorze ciemnego blondu. To rzadko się zdarza w Eterze, dlatego Demary uznawany jest za jednego z piękniejszych dzieci Larome. Oliver był przecież strasznie chudy, mimo swojego wieku wciąż wyglądał na ludzkiego trzynastolatka. Jego wzrost sięgał 156 cm. Przy młodszym bracie wyglądał niepoważnie. Niestety jego rasa często płatała figle, co stworzyło w jego umyśle ogromną ilość kompleksów. Nienawidził swojego brata.
- Co? - warknął mały od niechcenia.
- Znalazłem nasze rodzeństwo - odpowiedział całkowicie ignorując jego ton. Demary był spokojnym aniołem.
- Ulleyele? - Jasno-niebieskie oczy chłopaka rozszerzyły się do granic możliwości.
- Ulleyele i Wernma - poprawił go.
- Co on tu robi?
- Jest pożeraczem - westchnął głośno - zapewne szuka pożywienia i siostry.
- Więc ją znalazł. Chodźmy złożyć im wizytę.
- Dobrze, bracie.
- Hol? - krzyknął Oliver do dziewczynki, która odbywała właśnie posiłek.
Od niechcenia złożyła ostatni pocałunek na ustach Ariany i oderwała się od niej,
- Hej Demary! - Krzyknęła radośnie do brata wymachując lewicą. Cokolwiek o niej sądzili, ona kochała całe swoje rodzeństwo.
- Pożywiła się już? Szczęściara. Hol, idziemy - Demary podszedł do dziewczynki, wyminął ją i spojrzał na śpiącą nastolatkę. Przerzucił ją sobie na plecy. Mimo dość ostrego ruchu, dziewczyna dalej się nie obudziła.
- Gdzie idziemy?
- Do Ulleyele i Wernma - warknął Oliver zeskakując z budynku. Demary zrobił to samo, wyskoczył tuż za starszym bratem.
- Taaak! Siostrzyczka Ulle! - Dziewczynka klasnęła w dłonie z uradowaną miną. Odliczyła do trzech i zeskoczyła wprost na chodnik pod budynkiem.

...

- Budzi się! - Krzyknęła Lily. Jej twarz wyrażała szczęście. Wernm dawno nie widział takiej reakcji jego siostry na cokolwiek,
- I co, myślisz, że one są jakieś wyjątkowe? Są niczym w porównaniu do anielskich talentów - warknął blondyn nie ruszając się ani na centymetr z fotela.
- Wszystko słyszałam dupku! Kim ty w ogóle jesteś? - Bonnie od razu wstała na dwie nogi z wyraźnie czerwoną twarzą. Podparła się o futrynę i.. stopiła ją. Od kilku dni takie rzeczy jej się zdarzały.
- Jeśli nie potrafisz się kontrolować to po prostu niczego nie dotykaj, jeśli nie chcesz poniszczyć mebli.. albo ścian. Więcej ścian w tym pokoju niż mebli - zaśmiał się szyderczo.
- Zachowujesz się, jakby nasze życie cię obchodziło. Aby zaraz po chwili przekonać nas słownie, że jesteśmy niczym. Trudno zrozumieć twoją pozycję - Raby pojawiła się tuż za nim, wciąż podpierając się ściany. Jej głos był słaby, chociaż ona starała się to ukryć.
- To dziwne. Ta mała biega po domu i jest zdolna podpalić wszystko jednym dotykiem, a ty... nie masz siły stać lub mówić? - Wernm przybrał minę, jakby żywot dziewczyn go ciekawił - nie zapominajmy, że śpiąca ślicznotka dalej jest śpiąca. Dziwne zależności.
- Używasz dziwnych sztuczek żeby zabijać ludzi, a potem narzekasz, że ludzie po nich zachowują się dziwnie? Gdzie tu sens? - wybełkotała Bonnie, podchodząc do blondyna.
- Narzekam, że się w ogóle zachowują. Nie powinni żyć, wstać, a co dopiero jakkolwiek się zachowywać. Choć przyznam, że cieszę się, że jeszcze żyjesz, Raby. Dzięki temu Ulleyele również żyje. Reszta może zdychać, nie obchodzi mnie moje cholerne rodzeństwo. Za każdym razem gdy ich widzę to dzień staje się gorszy --
- Braciszek za nami nie przepada? - zadrwił dziecinny głos zza okna. Hol stała na parapecie z iskierkami wściekłości w oczach.
Wszyscy przytomni odwrócili głowy w jego kierunku. Na nieszczęście Wernma w ciągu sekundy pojawiła się tam pozostała dwójka. A nawet trójka.
- Mają Arianę.. - wymruczała Raby. 
- Niech im ktoś otworzy te okno.. jeśli ktokolwiek dba o ten dom - szepnął Wernm rozsiadając się wygodniej w fotelu. 
Hol dotknęła szkła okiennicy i sprawiła, że dosłownie zniknęła rozpływając się w powietrzu w akompaniamencie smrodu i dymu. Stopiła nie tylko szybę, ale i parapet na którym stała. Wydobyła z siebie głośny ryk zeskakując z resztek okna. Wykonała kilka małych kroczków niszcząc wszystko po drodze. Jej celem był Wernm i nikt nie potrafił jej powstrzymać. Każdego ogarnął paraliż strachu czy zszokowania. Nikt chyba nie spodziewał się takiej reakcji.
- Jak możesz mówić takie rzeczy?! - wycedziła przez zęby pochylając się nad zlęknionym Wernmem. Uniosła pięść na wysokość twarzy swojej ofiary. Z jej zaciśniętej dłoni zaczęły wydobywać się maluteńkie iskierki. Po kilku chwilach z iskier narodził płomień który oplatał całą jej dłoń. Zaczynał się od nadgarstka i rozchodził niknąc w powietrzu u kości śródręcza. Natychmiastowo wymierzyła w niego uderzenie. Wernm zareagował błyskawicznie, nim tylko zdążyła go zaatakować. Przeniknął przez nią, znów zmieniając swoje ciało w małe kolorowe drobinki które przy dłużej obserwacji przypominały jego posturę. Stanął tuż za Hol, unikając pochopnych ataków w kierunku siostry.
- Uspokój się, dzieciaku.. - wyszeptał spokojnie, choć przyszło mu to z trudem. Nienawiść do dziewczynki rosła bardzo szybko, jednak wiedział, że tuż obok stoi połowa jej rodzeństwa która była gotowa rozedrzeć go na kawałki.
- Hol.. - powiedziała Ulleyele w stronę dziewczynki. Jej melodyjny, spokojny głos na chwilę zahamował jej wściekłość. Lily poruszyła zgrabnie rękami formując delikatny bąbelek wody, którym odcięła Hol od reszty ludzi w pomieszczeniu. Dziewczynka zawisła na środku pokoju. Błękitny bąbel wody w którym zasnęła widocznie ukoił jej złość. 
Wszystkiemu z boku przyglądały się Raby i Bonnie jakby zaczarowane poczynaniami istot, które poznały parę minut temu. Jeśli o prawdziwym poznaniu mogły mówić. Bonnie spojrzała na swoją własną rękę rozmyślając o tym, czy i ona potrafiłaby stworzyć płomień we własnej dłoni. Zdarzało jej się niszczyć i podpalać przedmioty, ale stworzyć coś kontrolowanego - nawet pozornie - 
byłoby dla niej nie lada sztuką. 
Oliver był zszokowany równie jak inni, jednak starał się to ukryć pod dziecinnym łobuzerskim uśmieszkiem. Skinął ręką na zaczarowanego przedstawieniem Demary'ego, który po zauważeniu gestu wkroczył do mieszkania i położył dziewczynę na kawałku niespalonej podłogi. 
Demary przyjrzał się wszystkim obecnym w pokoju. Choć z reguły nie przepadał za ludźmi - gdyż nienawidził ich lekkomyślności - to tym razem było mu szkoda dziewczyny którą przywlókł ze sobą. Hol nie nadawała się na anioła stróża. Zresztą, mężczyzna sam nie wiedział, czy podoła temu zadaniu. 
- Skoro zrobiło się ciszej - wymruczał Wernm ocierając pot z czoła i starając się przybrać minę bez krzty strachu - możemy porozmawiać normalnie. Więc od początku.. --
- Kim wy do cholery jesteście i co wyprawiacie? - przerwała mu Raby. Stanęła na środku pokoju przyglądając się bąblu wody. Dziewczyna wyglądała w nim tak spokojnie, jak mała księżniczka z książek które czytała jej mama. Swoją drogą nigdy nie lubiła dziecinnych ilustracji.
- Cholerni ludzie, bez grama rozumu - wycedził Oliver przez zęby.
Przerwała mu Ulleyele ze zirytowaną miną:
- Nawet nie wiesz, jak bardzo się mylisz..
- Jeśli chcesz mogę połamać tej małej kości i pokazać ci jak bardzo przyjemne to było.. - po słowach Olivera w pokoju usłyszeć dało się jedynie jak mocno Ulleyele zaciskała zęby i powstrzymywała chęć mordu. 
- Spróbuj ją tknąć, a rozerwę cię na strzępy i to co z ciebie zostanie rozrzucę --
- Ulleyele - przerwał jej Wernm-  pomijając to, że gdyby ją zabił, ty również byłabyś martwa to oczywiście, rozumiemy aluzję. Zaatakowałem Shimute te dziewczyny, a ona przeżyły. Jak zresztą widać. To świadczy o tym, że nie są ludźmi. Nie chciałem was martwić, marne aniołki..
- Co chcesz przez to powiedzieć? Uważasz, że bycie aniołem stróżem to jakiś rodzaj hańby dla ciebie? - warknął Demary, który najwyraźniej gorzej radził sobie z gniewem co Ulleyele.
- A co? Może mam być z was dumny? - dopowiedział czarnooki.
- Wolę ochraniać ludzi niż zjadać ich najgorsze sztuki tylko dlatego, że są bezwartościowe. To pewien rodzaj utylizacji --
- Cholera, widzę, że kochacie się jak przystało na rodzeństwo, co? - wtrąciła się na domiar złego Bonnie, której i tak już było nie smak siedzieć cicho - Musimy chyba porozmawiać. Normalnie - BonBon znów mówiła z sensem, często jej się nie zdarzało, Wypada posłuchać.
- Z tego co zdążyłem zauważyć w korytarzu obok na wpół martwa leży moja żywicielka, a ta która teraz próbuje szczekać należy do Demary'ego. Cóż, lepsza nieprzytomna niż irytująca - zakończył Oliver znikając w korytarzu. 
- Trzeba je obudzić. Te trzy zostały zaatakowane przez mojego brata, ale ta? Ariana? Co jej się stało? - spytała Lily.
- Cóż, spotkała małą złośnicę - zaśmiał się Demary podchodząc do Bonnie - chodź ze mną, musimy porozmawiać. 
- Porozmawiać? - oburzyła się - Ale z tobą? O czym?
- Sprawdzimy czym jesteś - odpowiedział puszczając jej łobuzerskie oczko.

...

Wygięła się w łuk rozkoszując się cudownym smakiem czerwonego trunku. Ludzkie smakołyki zazwyczaj jej smakowały, ale najbardziej lubowała się w winie. Słodki nektar sprawiał, że jej życie pędziło jeszcze szybciej. Wstała z porcelanowego krzesła przechadzając się w stronę otwartego balkonu. Był w kształcie półksiężyca, całkiem spory. Fiołkowymi oczami próbowała odszukać jakąkolwiek sylwetkę. Niestety, na dworze panowała wyłącznie czerń. Nie była aż tak bezkresna jak kolor jej włosów. Były długie, wieczorami zawsze rozpuszczone. Kręciły się delikatnie w różne strony. Odwróciła się na pięcie w stronę drzwi, Łyknęła odrobinę wina i powiedziała cicho:
- Ktoś nadchodzi,
Nie myliła się. Chwilę później w pokoju rozległo się pukanie. 
- Wejść - powiedziała odwracając się znów w stronę balkonu. 
Do pokoju weszła niewysoka postać. Miała krótkie włosy w kolorze ciemnego blondu. Jej oczy nie wyrażały żadnych emocji. Kobieta odgarnęła włosy ukazując swoje ucho, które było delikatnie szpiczaste. Blondynka była więc elfką, choć wielkość uszu wskazywała raczej, że pół-elfką. Jej kobiecość psuła tylko ciężka zbroja w którą była odziana.
- Willa. Jednak coś odkryłaś? - powiedziała czarno-włosa. Wciąż wpatrywała się w ciemność za oknem jak gdyby odnalazła tam coś ciekawego.
- Mam coś innego, Pani Hassayo.
- Cóż takiego?
- Czarny zakon dopiął swego.
Hassaya trwała w bezruchu kilka chwil. Upuściła szklany kielich, który rozbił się na milion kawałków. Całe szczęście, że ostało się w nim tylko kilka kropel wina.
- To znaczy? - Hassaya zacisnęła zęby próbując zachować spokój.
- W świecie ludzi odnaleziono czwórkę kobiet, które posiadają talenty.
Czarna już wiedziała, że sprawa skomplikowała się zbyt bardzo. Z jej ciała wyrwało się westchnienie,
- To je zabij - powiedziała bezsilnie, odwracając się i patrząc kobiecie w oczy.
- Jest pewien problem w ich stróżami. 
- Więc zrób to po cichu. 
- Pani.. - zawahała się.
- Mów wreszcie!
- To twoje dzieci.
Kobieta poczuła ukucie w środku. Jakby jej lodowate serce stanęło i rozbiło się niczym kielich. 

Czarny Zakon - [klik]



Brak komentarzy:

Prześlij komentarz