Oliver otworzył drzwi korytarza. W pierwszej chwili poczuł resztki uderzającego zapachu róży zmieszanego z ciężkim kurzem. Kaszlnął siarczyście próbując odszukać swojego człowieka. Nie było to trudne, leżała na samym środku w bezruchu. Oczy miała jednak otwarte, przyglądające się chłopakowi. To znak, że była przytomna. Oliver nie ukrywał zszokowania. Ukucnął koło dziewczyny i pogładził jej policzek z czułością. To był pierwszy miły odruch w jego życiu. On sam nigdy nie spodziewał się, że kiedykolwiek będzie go stać na taki gest.
- Jak się czujesz? Wszystko w porządku? - Powiedział cicho przyglądając się ciele dziewczyny. Nie reagowała na żaden jego dotyk. Coś było nie tak.
- Kim jesteś? - wyszeptała cicho i słabo.
Oliver uśmiechnął się pod nosem.
- Dobre pytanie - podrapał się po głowie - możesz wstać? Wytłumaczę ci wszystko.
- Jest mi.. słabo - przymknęła oczy na dłuższą chwilę.
- Pomogę ci - westchnął głośno - uważaj.
Podniósł ją delikatnie, choć nie było to dla niego najprostsze. Dziewczyna była na szczęście podobnej postury co on. Kopnął w drzwi od łazienki i wsunął się bezszelestnie w ciemność pokoju. Łokciem zapalił światło - o dziwo udało się. Łazienka rozświetliła się dzięki samotnej żarówce zwisającej z kabla pod sufitem.
- Kto by pomyślał, że będzie tu prąd.
W kącie stała zepsuta pralka. Ta część łazienki była delikatnie zwęglona, jednak reszta ścian prócz wszechobecnego kurzu była w dostatecznym stanie. Posadził ją na pralce i odetchnął.
- Jak się nazywasz?
- Shel - odpowiedziała słabo, choć pewnie.
- Jestem Oliver - znów się uśmiechnął - stawiam cały swój majątek na to, że skoro jest tu prąd to woda również.. - mówiąc to odkręcił kran. Udało się - Świat ludzki zaskakuje.
- Co jest ze mną nie tak? Ze mną i z Raby..
- Bystra jesteś. Masz rację, coś jest z wami nie tak. Tylko skąd pomysł, że odpowiem na to pytanie?
- Nie chcesz powiedzieć? - Wywróciła oczami.
- Zwyczajnie nie wiem - powiedział przemywając ręce w wodzie - jak się dowiedziałaś, że jesteś inna?
- To nie ja jestem inna, to ten świat - odpowiedziała bez wahania.
- Co chcesz przez to powiedzieć? - zmarszczył brwi.
- Przede wszystkim.. kim jesteś?
- Jestem Oliver - uśmiechnął się fałszywie - mów dalej.
- To już wiem. Muszę wiedzieć więcej - poprawiła się na pralce.
- Widać, że się rozbudziłaś.. - przyjrzał jej się baczniej. Dziewczyna dla niego była z pewnością urodziwa. Jak na ludzkie standardy prawdopodobnie przeciętna, jednak w Eterze byłaby ideałem piękności. Jej blond włosy były proste jak druty, długie i mocne. Miała ciemną oprawę oczu wraz z szarymi ślepiami. Nos miała mały, zgrabny, a usta malinowe. Wiecznie rozchylone jakby chciała coś powiedzieć, ale nieśmiałość jej na to nie pozwalała.
- Sądzisz, że jestem wrogiem? Nie ufasz mi?
- Oczywiście, że nie - odwróciła wzrok - czuję się dziwnie..
- Swobodnie?
- Dokładnie. Skąd wiesz?
Chłopak zaśmiał się delikatnie, wtapiając wzrok w jej zmartwione oczy,
- Shel, od teraz zawsze będziesz się tak przy mnie czuć - odpowiedział, a ona nie rozumiała dlaczego mu uwierzyła. Czuła, że uwierzyłaby we wszystko co by jej powiedział. Jak naiwna owieczka.
...
Wernm postanowił natychmiast wrócić do Eteru. Musiał sprawdzić czy ktokolwiek dowiedział się o nieprawidłowościach jakie wystąpiły w związku z tymi dziewczynami. Nie przejmowałby się aż tak, gdyby nie chodziło o jego niewinną siostrę. Całe życie chronił ją w Eterze, jednak teraz musiał swoją ochronę rozszerzyć na większą skalę.
Wędrował po korytarzach w Pławiącym Goblinie. Gdy dorastał to spędzał tu dużo czasu, gdyby nie zabawy w chowanego z Ulleyele to prawdopodobnie gubiłby się tutaj tak jak wszyscy inni. Już miał wchodzić do głównej sali, jednak ujrzał matkę skradającą się za nim.
- Gdzie Ulleyele? Musimy ją ukryć w Hellionie razem z jej żywicielem - powiedziała bez ogródek ciągnąc chłopaka za rękaw do pobliskiej komnaty. Z impetem zamknęła drzwi,
- Matko.. czy ty postradałaś zmysły? W Hellionie? Przecież tam ją zabiją w ciągu kilku sekund.. - wyszeptał z wyraźnym gniewem w głosie,
Ihellada uciszyła go jednym gestem.
- Tutaj umrze szybciej. Tam ma większe szanse.. nikt z Eteru nigdy nie stanie w Hellionie - głos miała podłamany, zlękniony. Niepodobny do niej,
- Dlaczego mieliby ją zabić? - spytał z ciekawością, choć w głębi doskonale wiedział dlaczego.
- Byłeś tam, wiesz, że te dziewczyny.. coś z nimi nie tak. Przerażająco przypominają żywiołaki.
- Na własne oczy widziałem rany na ciele Ulleyele. To był dotyk jednej z nich. Te oparzenia nigdy jej nie zejdą!
- Właśnie.. są obdarzone talentami. Nad tym pracował Czarny Zakon. Dopiął swego..
- Więc może bezpieczniejsza będzie w Zakonie?
- To banda nic nie znaczących ludzi. Larome gdy tylko się dowie, że coś mu zagraża to od razu będzie chciał zabić te dziewczyny. Nie będzie baczył na to, że zabije przy tym własne dzieci..
- Nic nie znaczą, a jednak im się udało. Ochronią je lepiej niż Hellion.
- Cicho! - warknęła do niego przysłuchując się dźwiękom zza ściany. Ktoś trzasnął drzwiami od głównej sali,
- Spotkanie Kolektywu Odium już się rozpoczęło. Musimy iść.
- I co im powiesz?
- Ja nic. I ty również - złapała go za rękaw i z niewyobrażalną mocą zaciągnęła ze sobą na sali.
Sala tym razem przystrojona była w okrągły stół i sześć krzeseł. Idealna ilość, choć Wernm nie był zaproszony.
Na jednym z nich siedziała Hassaya. Z jej twarzy zazwyczaj nie dało się wyczytać żadnych informacji, jednak tym razem była wyraźnie spięta. Obok niej siedziała Willa Smerthe. Tym odziała się z fałszywy uśmiech darując sobie ciężką zbroję. Był tam również rosły mężczyzna z czarnymi włosami i oczami. Spojrzenie miał tęgie i wrogie. Obok niego staruszek wydający się nieobecny. Ihellada parsknęła ze zirytowania.
- Czarna Piron, gdzie jest Larome?
- Larome jest dzisiaj zajęty - odpowiedziała jej Willa. Hassaya postanowiła milczeć.
- Chociaż o tym wie? - dogryzła im Ihellada i usiadła ciągnąc za sobą syna - nie obrazicie się, jeśli nie jesteśmy w komplecie,
- Oczywiście, że nie. Przecież to dziedzic Eteru - znów odpowiedziała blondynka - do czasu - to już dopowiedziała ciszej.
- Spotykamy się tutaj ze względu na rosnące wtargnięcia Hellonów do --
- Dzisiaj porozmawiamy o czymś innym, Minon - Hassaya przerwała staruszkowi, który przybrał tylko zaciekawioną minę.
- Czarny Zakon wykonał ruch. Dopiął swego - Czarna wstała od stołu podchodząc bliżej Ihellady.
- Co to oznacza? - parsknął czarnowłosy mężczyzna.
- Firrael, ty powinieneś wiedzieć o ich zamiarach najlepiej - na jej słowa mężczyzna tylko skrzyżował ręce - stworzyli żywiołaki. Ludzi, którzy posiadają talenty aniołów.
- Jak to możliwe?
- Willo, kontynuuj - Hassaya obróciła się na pięcie i z drżącym głosem usiadła z powrotem na krześle - proszę.
- A więc - tym razem zaczęła blondynka - podejrzewamy, że ma to związek z tym, że stróżami tych ludzi są dzieci Białego Syna.
- Słucham? - wycharczał staruszek - to jawny spisek z wewnątrz - mówiąc to spojrzał swoimi maleńkimi ślepiami w stronę Ihellady - Niebieska Piron odpowiadała za stworzenie nowych Stróży. Jak to możliwe, że wykorzystała dzieci Białego Syna?
- Ihellado, żądamy wyjaśnień - powiedział Firrael.
- To było odgórne zalecenie Białego Syna. Chciał on stworzyć dla swoich dzieci kopalnię mocy w postaci żywicieli - odpowiedziała pewnym głosem.
- To prawda - potwierdziła Hassaya, co zszokowało pozostałych - Willo, kontynuuj.
- A więc.. Mamy dwie opcje. Albo zamknąć ludzi w więzieniach Eterskich wraz ich Stróżami albo.. zakończyć to ich śmiercią.
Zapadła cisza. Wernm poczuł, jak szybciej bije jego zimne serce.
- Nie możemy tej decyzji podjąć bez Larome - Ihellada zwróciła im uwagę. Gdy tylko Firrael i Minon skinęli jej głową, że ma rację, odetchnęła z ulgą.
- Larome dał mi wyłączność do podejmowania decyzji - wycedziła Hassaya przez zęby - to dzieci Białego Syna. Ich obejmują inne zasady. Mozliwe, że gdy zabijemy ich żywiciela to przeżyją.. musimy to sprawdzić.
- Zapewne zechcesz sprawdzić to na Ulleyele? - wycharczała Ihellada.
nastała cisza, którą przerwał zdecydowany głos Minona:
- Tak czy owak, musimy podjąć tą decyzję wraz z Larome.
Hassaya westchnęła nienawistnie:
- Spotkamy się więc ponownie za siedemnaście godzin. Pomyślcie nad swoich głosem. To aż nadmiar czasu - skończywszy zdanie, wyszła, a wraz za nią Willa i cała reszta.
W sali została tylko Niebieska Piron i Wernm, któremu aż zaschło w gardle.
- Słuchaj uważnie - skierowała się do niego praktycznie ze łzami w oczach - Larome nie będzie ryzykował zamknięcia swoich dzieci w klatce, będzie wolał je zabić niż zmarnować ich moc. Musisz ukryć Ulleyele.
- A co z innymi? - walnął w stół pięścią.
- Zrób jak uważasz. Obchodzi mnie tylko Ulleyele. Pójdź do Czarnego Zakonu, do Hellionu. Gdziekolwiek. Musicie przeżyć.
Wernm przełknął ślinkę na jej słowa.
...
- Jestem twoim aniołem stróżem - odpowiedział jej po długiej ciszy. Zaś Shel wpatrywała się w niego ze zdziwieniem.
- Co chcesz przez to powiedzieć?
- Zapewne znany jest wam ten termin w świecie ludzkim. Tym razem to wszystko to prawda. Wszystko, co teraz powiem jest prawdą. Ale ty zdajesz sobie z tego sprawę, prawda?
Zapadła cisza. Trwała kilkanaście długich sekund. Blondynka przewróciła oczami i przyznała mu niechętnie rację. Skinęła delikatnie głową, a on kontynuował.
- Ja jestem twoim aniołem stróżem. A ty jesteś.. moją podopieczną, moją żywicielką. Muszę o ciebie dbać, być przy tobie.. czerpać z ciebie energię, ażeby jednocześnie bronić cię przed złem. To symbioza, Shel - mówiąc te słowa przybliżył do niej twarz. Emocje na jego twarzy i zaangażowanie.. nie widziała nikogo, kto zachowywałby się w ten sposób.
- Każdy człowiek ma anioła stróża.. ale ty nie jesteś człowiekiem - dopowiedział.
- Słucham?
- Wiesz, że nim nie jesteś.
- Więc.. czym według ciebie jestem? - przewróciła oczami.
- Żeby się tego dowiedzieć muszę cię lepiej poznać. Musisz mi na to pozwolić.
- Pytaj o co chcesz - skierowała wzrok w dół. Ewidentnie nie lubiła mówić o sobie. Może dlatego, że nikt nie lubił o niej słuchać.
- Masz rodzinę prawda?
- Mam? Teraz już mam.. Ta rozmowa jest bez sensu. Zakończmy to.
Dziewczyna zeskoczyła z pralki. Wykonała nonszalancki obrót na pięcie sprawdzając, czy nie ubrudziła spodni. Po ciszy ze strony chłopaka już kierowała rękę na klamkę drzwi jednak.. nie miała dość sił, żeby ją docisnąć. Zdezorientowana otarła pot z czoła.
- Co mi się stało? Czemu tak się czuję? - spytała samą siebie. Nie liczyła na odpowiedź chłopaka, nie chciała jej słyszeć.
- Jak to TERAZ już masz?
- Słuchaj mnie uważnie, bo nie lubię o tym mówić. Moja mama zmarła w wypadku. Cztery lata temu. Ojciec od nas odszedł.
- Ludzkie zwyczaje rodzinne.. i teraz nagle zyskałaś bliskich? Jak?
- Zyskałam. Byłam w tym samochodzie. One tak strasznie krzyczały. Coś wbiło mi się w sam środek - złapała się ręką za brzuch przybierając zbolałą minę - potem obudziłam się w szpitalu. I zobaczyłam ją.
- Ją? - Oliver przełknął ślinkę - kogo?
- Moją mamę, była pielęgniarką. Żyła. Myślałam, że to sen. Widziałam trumnę z jej ciałem. Widziałam ją.. a ona stała, patrzyła na mnie z tym uśmieszkiem sprawdzając mi temperaturę. Zachowywała się, jakby mnie w ogóle nie znała. Jakbym w ogóle nigdy nie istniała.
Oliver poczuł, że pot zaczynał mu niezręcznie spływać z czoła. Słowa dziewczyny wstrząsnęły nim. Nie dlatego, że wydawały się smutną historią rodem z książek medycznych. Zdał sobie sprawę z potwornego faktu - w ułamku kilku sekund Shel Accolade zniknęła ze świata ludzkiego. Skoro zniknęła ze świata ludzkiego, to znaczy, że już nie jest człowiekiem. Przynajmniej w tym miał rację.
- Jak znalazłaś się tutaj?
- Jedyną osobą, która mnie pamiętała była Raby. Razem uciekłyśmy ze szpitala. Szukałyśmy Bonnie i Ariany.
- I znalazłyście je.
- Ariana była z nami przez chwilę. Potem dostała furii i uciekła - głos jej zadrżał - Szukałyśmy jej długo aż znalazłyśmy.. - Shel złapała rękami swoje włosy układając je nerwowo na jedną stronę. Wytarła swój policzek od lepkiego potu. Bała się spojrzeć na Olivera, konsekwentnie od kilku minut wpatrywała się w podłogę.
- Co chcesz przez to powiedzieć?
- Była z jakimś mężczyzną, Raby z nim rozmawiała. Ja zajmowałam się Arianą, gdy wróciłam szukać Raby, nie było ani Ariany ani tego mężczyzny.
- A jak znalazła się tutaj ta.. Bonnie?
- Sama tutaj przyszła. Z tą dziewczyną. Potem już pamiętam.. jak zasnęłam.
- Ciesz się, że się obudziłaś - chłopak podrapał się po głowie - to nie wygląda za dobrze.
- A na co ci to w ogóle wygląda?
Oliver westchnął. Poczuł nagłą suchość w gardle, jak gdyby pierwszy raz od całego swojego żywota nie wiedział jak ubrać w słowa to co kręci mu się po głowie. Coś musiał powiedzieć parze dwóch pięknych ślepi, które nagle odważyły się na niego spojrzeć.
- Jeśli mam być szczery to wygląda mi to co najmniej na oznaki bycia aniołem. Ale jako, że wasze ciała są delikatne - mówiąc to pogładził ją czule po policzku - reagujecie na Shimute i możecie żywić swoich stróży - oblizał lubieżnie usta, po czym odkaszlnął powracając do swoich poprzednich myśli - To coś pomiędzy człowiekiem, a aniołem. To hybryda.
- Anioł - odparła z bólem. Poczuła ukłucie w głowie, jakby zaraz miała wybuchnąć od środka.
- Shel, wycisz myśli. Wiele przeszłaś, musisz odpocząć.
- Wszystkie musimy odpocząć - dopowiedziała, na co Oliver tylko uśmiechnął się delikatnie.
- Możesz wstać?
- Tak - jak powiedziała tak zrobiła, podniosła się lewą ręką kierując się w stronę drzwi. Znalazła się w korytarzu. Usłyszała jak Raby z kimś rozmawia. Shel wystawiła głowę za futrynę przyglądała się sytuacji. Napięcie wisiało w powietrzu.
- Ty również.. nie jesteś człowiekiem? - wyjąkała Glasser. Jej rozmówcą okazał się znajomy im mężczyzna. Skórę miał opaloną, włosy brązowe, oczy przenikliwe, a posturę rozbudowaną. Bił od niego gorąc i siła. Siła, której wyraźnie bała się Lily. Dziewczyna skryła się fotelem klnąc w duchu.
- Raz nas oszukałeś. Czego chcesz tym razem? - powiedziała pewniej. Dziewczyna kątem oka zobaczyła ukrywającą się Shel. Próbowała ustawić się, ażeby zasłonić dziewczynę, jednak mężczyzna to zauważył.
- Przybrałem imię Aaron. I jak już wszystkie anioły zauważyły, jestem z Hellionu.
Oliver postanowił wyjść z ukrycia. Coś w duchu gryzło go, że nie będzie chować się jak szkaradny szczur. Dobrze zagrał brak strachu, jednak w środku cały czas się trząsł. Hellion, który od początku świata był w ukryciu ujawnił się. Dlaczego teraz?
- Zapewne znany jest wam ten termin w świecie ludzkim. Tym razem to wszystko to prawda. Wszystko, co teraz powiem jest prawdą. Ale ty zdajesz sobie z tego sprawę, prawda?
Zapadła cisza. Trwała kilkanaście długich sekund. Blondynka przewróciła oczami i przyznała mu niechętnie rację. Skinęła delikatnie głową, a on kontynuował.
- Ja jestem twoim aniołem stróżem. A ty jesteś.. moją podopieczną, moją żywicielką. Muszę o ciebie dbać, być przy tobie.. czerpać z ciebie energię, ażeby jednocześnie bronić cię przed złem. To symbioza, Shel - mówiąc te słowa przybliżył do niej twarz. Emocje na jego twarzy i zaangażowanie.. nie widziała nikogo, kto zachowywałby się w ten sposób.
- Każdy człowiek ma anioła stróża.. ale ty nie jesteś człowiekiem - dopowiedział.
- Słucham?
- Wiesz, że nim nie jesteś.
- Więc.. czym według ciebie jestem? - przewróciła oczami.
- Żeby się tego dowiedzieć muszę cię lepiej poznać. Musisz mi na to pozwolić.
- Pytaj o co chcesz - skierowała wzrok w dół. Ewidentnie nie lubiła mówić o sobie. Może dlatego, że nikt nie lubił o niej słuchać.
- Masz rodzinę prawda?
- Mam? Teraz już mam.. Ta rozmowa jest bez sensu. Zakończmy to.
Dziewczyna zeskoczyła z pralki. Wykonała nonszalancki obrót na pięcie sprawdzając, czy nie ubrudziła spodni. Po ciszy ze strony chłopaka już kierowała rękę na klamkę drzwi jednak.. nie miała dość sił, żeby ją docisnąć. Zdezorientowana otarła pot z czoła.
- Co mi się stało? Czemu tak się czuję? - spytała samą siebie. Nie liczyła na odpowiedź chłopaka, nie chciała jej słyszeć.
- Jak to TERAZ już masz?
- Słuchaj mnie uważnie, bo nie lubię o tym mówić. Moja mama zmarła w wypadku. Cztery lata temu. Ojciec od nas odszedł.
- Ludzkie zwyczaje rodzinne.. i teraz nagle zyskałaś bliskich? Jak?
- Zyskałam. Byłam w tym samochodzie. One tak strasznie krzyczały. Coś wbiło mi się w sam środek - złapała się ręką za brzuch przybierając zbolałą minę - potem obudziłam się w szpitalu. I zobaczyłam ją.
- Ją? - Oliver przełknął ślinkę - kogo?
- Moją mamę, była pielęgniarką. Żyła. Myślałam, że to sen. Widziałam trumnę z jej ciałem. Widziałam ją.. a ona stała, patrzyła na mnie z tym uśmieszkiem sprawdzając mi temperaturę. Zachowywała się, jakby mnie w ogóle nie znała. Jakbym w ogóle nigdy nie istniała.
Oliver poczuł, że pot zaczynał mu niezręcznie spływać z czoła. Słowa dziewczyny wstrząsnęły nim. Nie dlatego, że wydawały się smutną historią rodem z książek medycznych. Zdał sobie sprawę z potwornego faktu - w ułamku kilku sekund Shel Accolade zniknęła ze świata ludzkiego. Skoro zniknęła ze świata ludzkiego, to znaczy, że już nie jest człowiekiem. Przynajmniej w tym miał rację.
- Jak znalazłaś się tutaj?
- Jedyną osobą, która mnie pamiętała była Raby. Razem uciekłyśmy ze szpitala. Szukałyśmy Bonnie i Ariany.
- I znalazłyście je.
- Ariana była z nami przez chwilę. Potem dostała furii i uciekła - głos jej zadrżał - Szukałyśmy jej długo aż znalazłyśmy.. - Shel złapała rękami swoje włosy układając je nerwowo na jedną stronę. Wytarła swój policzek od lepkiego potu. Bała się spojrzeć na Olivera, konsekwentnie od kilku minut wpatrywała się w podłogę.
- Co chcesz przez to powiedzieć?
- Była z jakimś mężczyzną, Raby z nim rozmawiała. Ja zajmowałam się Arianą, gdy wróciłam szukać Raby, nie było ani Ariany ani tego mężczyzny.
- A jak znalazła się tutaj ta.. Bonnie?
- Sama tutaj przyszła. Z tą dziewczyną. Potem już pamiętam.. jak zasnęłam.
- Ciesz się, że się obudziłaś - chłopak podrapał się po głowie - to nie wygląda za dobrze.
- A na co ci to w ogóle wygląda?
Oliver westchnął. Poczuł nagłą suchość w gardle, jak gdyby pierwszy raz od całego swojego żywota nie wiedział jak ubrać w słowa to co kręci mu się po głowie. Coś musiał powiedzieć parze dwóch pięknych ślepi, które nagle odważyły się na niego spojrzeć.
- Jeśli mam być szczery to wygląda mi to co najmniej na oznaki bycia aniołem. Ale jako, że wasze ciała są delikatne - mówiąc to pogładził ją czule po policzku - reagujecie na Shimute i możecie żywić swoich stróży - oblizał lubieżnie usta, po czym odkaszlnął powracając do swoich poprzednich myśli - To coś pomiędzy człowiekiem, a aniołem. To hybryda.
- Anioł - odparła z bólem. Poczuła ukłucie w głowie, jakby zaraz miała wybuchnąć od środka.
- Shel, wycisz myśli. Wiele przeszłaś, musisz odpocząć.
- Wszystkie musimy odpocząć - dopowiedziała, na co Oliver tylko uśmiechnął się delikatnie.
- Możesz wstać?
- Tak - jak powiedziała tak zrobiła, podniosła się lewą ręką kierując się w stronę drzwi. Znalazła się w korytarzu. Usłyszała jak Raby z kimś rozmawia. Shel wystawiła głowę za futrynę przyglądała się sytuacji. Napięcie wisiało w powietrzu.
- Ty również.. nie jesteś człowiekiem? - wyjąkała Glasser. Jej rozmówcą okazał się znajomy im mężczyzna. Skórę miał opaloną, włosy brązowe, oczy przenikliwe, a posturę rozbudowaną. Bił od niego gorąc i siła. Siła, której wyraźnie bała się Lily. Dziewczyna skryła się fotelem klnąc w duchu.
- Raz nas oszukałeś. Czego chcesz tym razem? - powiedziała pewniej. Dziewczyna kątem oka zobaczyła ukrywającą się Shel. Próbowała ustawić się, ażeby zasłonić dziewczynę, jednak mężczyzna to zauważył.
- Przybrałem imię Aaron. I jak już wszystkie anioły zauważyły, jestem z Hellionu.
Oliver postanowił wyjść z ukrycia. Coś w duchu gryzło go, że nie będzie chować się jak szkaradny szczur. Dobrze zagrał brak strachu, jednak w środku cały czas się trząsł. Hellion, który od początku świata był w ukryciu ujawnił się. Dlaczego teraz?
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz