26 lis 2015

06. Hellońskie Miasto

Na dworze zrobiło się chłodniej. Nad Aleją Kominów* zebrały się czarne chmury, a wraz z nimi zerwał się ostry wiatr. Świsnął on prosto w okna, tłukąc je swoją siłą. Początkowo Raby sądziła, że to tylko niewinne zmiany pogody, jednak gdy spojrzała w oczy Ulleyele poczuła chłód w sercu. Jej oczy wydawały się błyskać nienawiścią, wściekłością, czymś naprawdę złym. Przeraziło to nie tylko brunetkę. Glasser próbowała sobie ułożyć jakoś w głowie powód takiego zachowania. Mężczyzna wtargnął do ich "domu" i przedstawił się. Czy to wystarczyło, ażeby doprowadzić Lily do takiego stanu?
Raby poczuła, że osłabła. Złapała się kurczowo futryny resztek drzwi. Wyjąkała słabo:
- Czego chcesz? Chyba dość wrażeń na dzisiaj..
On jednak nie przejął się oczywistymi groźbami Ulleyele. Podszedł do dziewczyny, a anielica tylko zawarczała.
- Raby? Nie pamiętasz mnie?
Poczuła, jakby jej głowa miała zaraz wybuchnąć. Wystarczył dźwięk jego głosu. Skąd znał jej imię? Wydawało jej się, że wie. Ilekroć próbowała sobie o tym przypomnieć to ból krzyżował jej plany. Spojrzała pytająco na Ulleyele. Ona rzuciła jej tylko czułe spojrzenie.
- Zdajecie sobie sprawę z konsekwencji.. Dzieci Synów Stwórcy nie mogą zostać aniołami stróżami. Nie mogą - mówił spokojnie, choć wprawne ucho wyczuło, że męczy go ta rozmowa.
- To niemożliwe - odezwał się Wernm, jakby wychodząc z cienia Aarona - Przybyłeś zanim ktokolwiek cię o to prosił.
- Rozsądek podpowiada, żebym was przechował w Hellionie do czasu --
- Do czasu?! - Przerwał im Oliver wychodząc naprzeciw - Hellion nigdy nie będzie bezpieczny dla kogokolwiek z Eteru. Chcesz nas porwać, a potem razem z ojcem wykorzystać przewagę i.. - przełknął ślinkę miarkując oddech - zaatakować Eter.
- Podpowiadasz mu, drogi "bracie" - Wernm zaakcentował ostatnie słowo z sarkazmem - jak ma wykończyć Eter? Mam to odebrać za zdradę? - prychnął rozbawiony - Ihellada kazała zabrać Ulleyele i jej żywiciela do Hellionu. Jeśli chcecie przeżyć to zrobicie to samo. Wiecie jak się tam dostać.. a teraz --
- Chwila - odpowiedział Oliver - Ihellada? A co z naszą matką, Hassayą? Co o nas mówiła?
- Z tego co pamiętam to próbowała zdecydować między zabiciem was, a uwięzieniem na całe życie w rukkoilijaskirze* - blondyn posłał mu złośliwe oczko. Nikt nie potrafił odgadnąć, czy chłopak mówił prawdę. Jeśli tak było to jedno było pewne - ich przyszłość nie malowała się w jasnych barwach.
- Cokolwiek. Wernm, Ulleyele, Raby. Jeśli ze mną wyruszacie bądźcie pewni, że was obronię. A przynajmniej jedno z was - mówiąc te słowa posłał Raby zawstydzające spojrzenie. Dziewczyna ledwo po nim odetchnęła, czuła niepokój.
- Jaka decyzja? - Ulleyele skierowała się w stronę rodzeństwa - cokolwiek powiecie tym ludziom, oni wam ulegną. Nie myślcie tylko o sobie, proszę..
- Prędzej spłonę niż trafię do Eteru - Oliver splunął jej pod nogi.
- To pierwsze jest bliżej drugiego niż myślisz - odpowiedział mu Aaron. Wyciągnął rękę w stronę Raby. Ona skorzystała z pomocy nieśmiało. Była dosyć słaba odkąd zaczerpnęła Shimute. Gdy tylko dotknęła jego dłoni jej świat ponownie zawirował. Dziewczyna straciła przytomność.
- Tak będzie lepiej - Aaron skierował się do Ulleyele. Ona wciąż posyłała mu nienawistne spojrzenia.

...

Poczuła zapach świeżej trawy po deszczu. Powietrze wydawało się gęste, a zarazem mokre. Oddychała z przyjemnością łykając coraz więcej tlenu. W końcu otworzyła oczy. Przywitało ją przyjemne, niebieskie światło. Wokół było pełno kłębiastych chmur, a tuż obok niej... siedział Wernm. Westchnęła na jego widok.Próbowała się rozejrzeć, choć wciąż czuła się słaba. Wszyscy znajdowali się w łódce, która płynęła w gęstym powietrzu. Dotknęła drewna, z którego zbudowana była łódka. Było chropowate i suche, niewygodne. 
Wokół chmury malowały się magiczne firmamenty, a ona sama nie wiedziała, któremu ma poświęcić więcej uwagi. Tajemnicze znaki, które nie przedstawiały nic konkretnego, jednak ona nie potrafiła oderwać od nich wzroku. Czuła błogość i bezpieczeństwo dopóki Lily była z nią. Nie potrafiła tego wytłumaczyć. Wszystko co wydarzyło się w tym krótkim czasie było nie do uwierzenia. Nie pozostało jej nic innego jak oddać się temu światu, do którego trafiła. 
Na dziobie łódki, jakieś siedem metrów od niej stał Aaron i Ulleyele. Czuła, że nie powinna słyszeć ich rozmowy. Jednak słyszała. I to całkiem dokładnie.
- Moglibyśmy dostać się tam szybszą drogą - powiedziała rozgniewana Lily.
- Hellion nie jest na tyle głupi, ażeby pokazać wam nasze przejścia. W przeciwieństwie do rozpieszczonych dzieciaków Larome - odpowiedział jej z niezmiennym spokojem.
- Wiem, co próbujesz zrobić..
- A coś próbuję? - nawet na nią nie spojrzał. Wciąż wpatrywał się w horyzont. Jakby jedno niebo - te ludzkie - łączyło się z niebem w świecie aniołów. Te anielskie było jaśniejsze. Stwarzało kontrast idealnie pasujący do tafli wody i nieba. Raby dokładnie pamiętała wycieczki z rodziną nad morze. Uwielbiała obserwować horyzont z pomostu. Jednak w tej sytuacji wciąż nie mogła oprzeć się wrażeniu, że to nie morze i niebo, ale dwa różne nieba stykają się ze sobą na krańcach świata.
- Chcesz zostać aniołem stróżem Raby. Nie uda ci się to, dopóki żyję.
- Dopóki.
Glasser chciała wyjrzeć za łódkę. Bała się widoku wysokości, na jakiej się znajdują. Jednak.. gdy tylko się odważyła ujrzała pustkę. Bezkresną pustkę i swoje własne odbicie w samym jej centrum. Chciała dotknąć własnego odbicia. Wystawiła rękę. Nie miała wystarczająco siły by chwycić siebie samą w dłonie. Była przekonana, że to nie lustro. Ilekroć próbowała zmienić minę to jej odbicie nie reagowało. Jakby było obrazem namalowanym tylko i wyłącznie na chwilę obecną. Na jednym wdechu wychyliła się poza łódkę i już dopięła by swego gdyby nie Aaron, który w ostatniej chwili złapał jej rękę,
- Nie próbuj tego robić - powiedział z typowym dla niego spokojem - nigdy więcej. 
Spojrzała w jego oczy. Były niebieskie, na tyle, że mogłaby się w nich zatopić do końca świata. Ulleyele nie zareagowała dobrze na ich interakcje. Za każdym razem gdy tylko Hellon* zbliżał się do jej żywicielki jej wnętrze stawało w płomieniach. Dusiła w sobie nienawiść. Nie miała wyboru. Od tego mężczyzny zależało jej życie. 
Wernm siedział na krawędzi łódki obserwując poczynania towarzyszy. W jednej ręce trzymał złoty, na pozór ludzki zegarek. Lewicą zaś poprawiał włosy, które przez silny wiatr co chwilę zasłaniały mu widok. W końcu schował zegar do kieszeni kurtki i wstając wydał z siebie nonszalanckie westchnięcie.
- To Czarny Zakon, siostrzyczko - powiedział, wskazując dłonią na ciemne kontury, który wyłoniły się nagle zza horyzontu - Sam widzę go pierwszy raz w tej postaci. 
Ulleyele raptownie zbliżyła się do brata szepcząc mu do ucha desperacko:
- Więc dlaczego wybieramy się do Hellionu, zamiast tam?
- Czarny Zakon - odpowiedział głośno, nie przejmując się, że słucha go nie tylko Lily - zabija tych, którzy hmm.. ładnie ujmując, nie traktują śmiertelników zbyt dobrze. 
- Ja nigdy im nic nie zrobiłam. Będę tam bezpieczna, Raby także! - Wycedziła przez zęby.
- Czarny Zakon próbuje mnie dorwać od lat. Ja nie jestem tam bezpieczny.
- Dlaczego płyniesz z nami? Tobie nic nie grozi w Eterze.. - odpowiedziała. 
Wernm złapał ją za głowę tuląc do piersi. Westchnął przy tym, jakby został do tej czułości zmuszony.
- Ale w Hellionie mogę cię chronić, w Zakonie niekoniecznie.
- Ten mężczyzna mi grozi! W Hellionie nigdy nie będę bezpieczna! 
Lily wyrwała się z jego uścisku. Spojrzała na Wernm'a jak zbity psiak, choć w jej wykonaniu nie wyglądało to owocnie.
- Ah, gadanie - prychnął kopiąc w spróchniałą łódkę - Aaronie, ile nam to jeszcze zajmie? 
Mężczyzna odwrócił się w ich stronę. Zmierzył Ulleyele litościwym spojrzeniem i uśmiechnął się tylko.
Nagle łódka w coś uderzyła. Jak gdyby dobiła do brzegu. Jednak tutaj nie było brzegu, nie było niczego, o co mogłaby zahaczyć. Tylko pustka, którą tak zachwycała się Raby. Nagle rosłe chmury zaczęły zanikać w mgle, która samoistnie wydobyła się z nicości. Aaron wysiadł na brzeg, podając Raby rękę. Zaś ona nie potrafiła zamknąć ust ze zdziwienia. Mężczyzna stał w jej odbiciu i nie spadał w dół. Jak gdyby zamoczył się po łydki w wodzie i czekał, żeby oprowadzić ich po mieście, którego nie było. Złapała go za rękę z dziecinną ufnością i ujrzała to, co widzieli już wszyscy inni. Hellońskie Miasto.
Znajdowała się w samym centrum targu. Tylko tak mogła opisać miejsce, w którym się znalazła. Wokół było mnóstwo ludzi nie przejmujących się ich przybyciem. Drewniane stragany, podeptana trawa i zabłocone uliczki. W tle tego wszystkiego rysowały się gliniane kamienice rozświetlone świecami w oknach. Poczuła się jak w średniowieczu, gdyby nie przerażający fakt. Mieszkańcy nie wyglądali jak ludzie. Niektórzy z pozoru, jak sam Aaron mieli ludzkie postury, byli trochę wyżsi od zwykłych ludzi. W tłumie odnalazła parę osób z rogami wyrastającymi ze skroni. Były one różnego koloru i wielkości. Poniektórzy byli zdecydowanie mniejsi od ludzi, jak karły. Inni zaś mieli bujne czupryny, a jeszcze inni zamiast włosów mieli kolorowe macki jak kosmici w książkach dla dzieci. Ich ubiór również był różny. Niektórzy mieli przylegające do ciała kostiumy, niektórzy zlepione skrzydła na plecach, a cała reszta ubrana była w szmaty dla bezdomnych. Królowało tutaj wszystko, czego ona sama nie potrafiłaby nawet wyśnić. W tle słychać było gwar, hałas przejeżdżających drewnianych powozów i odgłosy zwierząt, które nie przypominały tych ludzkich. 
Trzymała jego rękę wyjątkowo mocno obracając się na wszystkie strony. W końcu spojrzała na niego, a zaraz potem na Ulleyele, która miała podobną reakcję co ona sama. 
- Co tutaj się.. - wyszeptała w zdumieniu blondynka,
- W Hellionie mieszkają wszyscy ci, dla których nie ma miejsca w Eterze. Rozpieszczone dzieciaki Larome nie przywykły do widoku szpetnych stworzeń - podsumował ją Aaron i przyciągnął Raby bliżej siebie. 
- Szpetnych? Oni są.. są niezwykli - wyjąkała Raby. 
Aaron, choć w duchu zszokowany jej reakcją, postanowił nie ujawniać żadnych emocji. Westchnął tylko w stronę Wernma. Ten zrozumiał o co mu chodzi w ciągu chwili.
- Musimy stąd iść, zwracamy za dużo uwagi.. Tylko gdzie, Aaronie? - skierował się do niego.
- Do Zamku Mochii. To oczywiste - odpowiedział. 


*Aleja Kominów - okolica, w której mieszkała Raby wraz z przyjaciółkami. Nazwana tak, przez wiele przemysłowych fabryk w pobliżu.
* Rukkoilijaskir - miejsce, gdzie spoczywają wszystkie nieczyste dusze.
* Hellon - określenie na mieszkańca Hellionu.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz